UWAGA

Proszę o niekopiowanie i nierozpowszechnianie zdjęć i tekstu umieszczonych na tym blogu bez mojej zgody!

niedziela, 17 kwietnia 2011

chwalę się a co:))

Całkiem niedawno wygrałam pewne piękne Candy u Malutkiej. To moja pierwsza wygrana, tym bardziej przyniosła mi duzo radości:)) W piatek dostałam paczuszkę z cukieraskami. Kiedy ją otworzyłam, to dopiero był szok!!! Ujrzec tyle śliczności na własne oczy i wziąść je w łapki... cudne uczucie!!!
A teraz spójrzcie co dostałam:
Przepiekny wesoły ślimaczek, który od razu zamieszkał obok akwarium ze... ślimakami:))
Najróżniejszego gatunku i rodzaju przydasie, z których sama jeszcze nie wiem, co zrobię, ale... zrobię napewno!

Cudną karteczkę z życzeniami na święta Wielkiej Nocy.
Dostałam też inne słodkości ale fotek nie mam... nie zdążyłam, zostały zjedzone:))

palma wielkanocna

Dziś Palmowa Niedziela.
Moja babcia zawsze mówiła, że to juz początek okresu świątecznego i co roku rano... skoro świt, kiedy jeszcze spałyśmy"wypalmowała" nas wierzbowymi gałązkami:)) Później wspólnie robiłyśmy palmę. Wierzbowe gałązki, takie z rozwijającymi się listkami ubierałyśmy kwiatami i tzw. "zieleniną", zawiązywałyśmy kokardę.
Teraz moja palma wygląda bardzo podobnie. Zawsze staram się zrobić ją z żywych kwiatów i gałązek. Może nie jest cudowna i konkursu na palmę wielkanocną napewno by nie wygrała, ale jest zupełnie moja...

wtorek, 12 kwietnia 2011

i na koniec...

Dziś kolejne jaja-karczochy. Już ostatnie w tym roku:)) Jakoś na nic nie mam czasu, ledwie udało mi się je wykonać w terminie (są na zamówienie) i zostały juz wysłane. Mam nadzieję, że nowej włascicielce spodobaja się w realu nie mniej niż na fotkach:))
Teraz na tapecie mam inną robótkę, zaczęłam dziergać czarną spódniczkę z Sonaty. Kiedy skończę??? Któż to wie:)))

niedziela, 27 marca 2011

jajka z pomarańczą

Proszę bardzo, oto i one... jajka z pomarańczą:))
Muszę przyznać, że te karczochowe pisanki robi się bardzo szybko i... bardzo przyjemnie:))

piątek, 25 marca 2011

pierwsze koty za płoty...

Pokażę Wam dziś moje pierwsze szydełkowe pisanki. Kiedy zaczynałam je dziergać wydawało mi sie, że to nic trudnego... no i faktycznie, samo dzierganie to pikuś:)) Schody zaczynają się przy usztynianiu a formowanie kształtu jajka to dopiero jazda:)) Szczerze mówiąc nie ma się czym chwalić, bo tylko jedno jajo wyszło "jajkowe" a 2 pozostałe jakieś takie... niejajeczne:)))